Jerzy Wawrzyniak, Rekrutacja i mobilność

Jerzy Warzyniak
Sprawna, apolityczna oraz w pełni kompetentna administracja to jeden z głównych atrybutów każdego państwa. Zagwarantować to może jedynie fachowy korpus urzędniczy.

Potrzeba gruntownych zmian we wszystkich uregulowaniach prawnych dotyczących administracji publicznej jest oczywista, ponieważ takie są oczekiwania wszystkich środowisk zajmujących się administracją, w tym rządu, autorytetów naukowych, związków zawodowych, ale przede wszystkim samych urzędników – pracowników administracji publicznej – rządowej jak i samorządowej.

Powodzenie tych zmian zależy wprost od spełnienia pewnych warunków brzegowych, a mianowicie:

  1. uchwalenia ustawy o administracji publicznej, wspólnej dla wszystkich rodzajów polskiej administracji, z zachowaniem niezbędnych różnic wynikających z  dotychczas obowiązujących uregulowań prawnych zawartych w Konstytucji RP;
  2. wypracowania wystandaryzowanego procesu rekrutacji obejmującego całą administrację publiczną;
  3. pełnej mobilności w całej administracji publicznej.

Sprawna, apolityczna oraz w pełni kompetentna administracja to jeden z głównych atrybutów każdego państwa. Zagwarantować to może jedynie fachowy korpus urzędniczy.  Od 27 lat istnienia wolnej Polski trwa nieprzerwana dyskusja nad potrzebą stworzenia apolitycznej administracji, stało to się pewnego rodzaju aksjomatem. Moim zdaniem, mimo prób różnych opcji politycznych, do tej pory  nie udało się tego dokonać. Politycy nie mogą się powstrzymać przed zabezpieczeniem swoich nie zawsze czystych i jasnych interesów.

Ponieważ reprezentuję administrację samorządową w strukturach Rady Sekretariatu Służb Publicznych  NSZZ „Solidarność”, moją tezę będę się starał udowodnić na przykładzie  administracji samorządowej.

Na obecny kształt administracji samorządowej miały decydujący, niestety niekorzystny wpływ, dwie regulacje:

  • nowelizacja ustawy o pracownikach samorządowych z 21 listopada 2008 r.,
  • konsekwencje wprowadzenia bezpośrednich wyborów organów administracji samorządowej, tj. wójtów, burmistrzów i prezydentów miast.

Obecna ustawa o pracownikach samorządowych jest typowym przykładem dążenia do całkowitego upolitycznienia administracji, ustawa ostatecznie zlikwidowała mianowania jako podstawową formę zatrudnienia, która w jakimś stopniu zastępuje w administracji samorządowej niektóre funkcje służby cywilnej. Było to celnie wymierzone uderzenie w podstawy apolityczności urzędników. Uczestniczyłem wtedy jako przedstawiciel związków zawodowych w pracach Specjalnej Komisji Sejmowej i doskonale pamiętam uzasadnienie likwidacji mianowania, tj. brak dodatku służbowego dla mianowanych pracowników samorządowych.

Sytuacja, w której organ administracji terenowej, np. prezydent dokonuje naboru, zatrudnia i zwalnia pracownika samorządowego, ocenia oraz decyduje o jego zarobkach nie jest najlepszym rozwiązaniem z uwagi na brak jakiejkolwiek kontroli – prowadzi to do wielu patologii – wspomnę tylko o zjawisku funkcjonowania urzędów jako prywatnych folwarków, gdzie nawet sprzątaczka musi deklarować takie, a nie inne poglądy zgodne z oczekiwaniami swojego szefa. Moim zdaniem takie uprawnienia powinien posiadać tylko sekretarz miasta lub gminy pochodzący z mianowania.

Prezydent wybrany w wyborach bezpośrednich, na którego minimalny lub żaden wpływ mają organy uchwałodawcze gminy sprawia, że cały aparat urzędniczy stał się w pewnym sensie potwierdzeniem zasady klientyzmu w jego najczystszej postaci. Nastąpiła utrata niezależności merytorycznej administracji na rzecz interesów osób tworzących organy gminy. Uzależniona w ten sposób administracja to oczywiste niebezpieczeństwo wykorzystywania szeroko rozumianego dobra społecznego dla określonego grona polityków i wspierających ich ugrupowań politycznych, czego jesteśmy świadkami w ostatnim okresie. Wspomniana wcześniej nowelizacja ustawy o pracownikach samorządowych spowodowała, że w administracji samorządowej dramatycznie kurczy się liczba urzędników o wysokich kwalifikacjach i doświadczeniu. System naboru i naturalne procesy starzenia się kadry spowodowały odpływ doświadczonych pracowników, na których miejsce wchodzą urzędnicy z nadania politycznego, przeróżnych układów biznesowo-towarzyskich. Ta grupa traktuje pracę w urzędach jako pierwszą pracę w trakcie poszukiwania lepszych ofert. Odchodzą wraz z nimi często najlepsi, a ci, którzy już pracują, często przez 20-30 lat, nie widzą i nie mają szans awansu stanowiskowego i finansowego. W ostatnich latach, jeśli chodzi o urzędników administracji samorządowej, dokonał się podział na dwie kategorie – tych, co dzięki swoim koneksjom i znajomościom mają dostęp do wyższych stanowisk w administracji i tych, co takiego dostępu nie mają – do tej kategorii zaliczam właśnie tych urzędników, którzy starają się być apolityczni.

Administracja to przede wszystkim ludzie, a od ich przygotowania merytorycznego zależy wprost poziom pracy. W administracji muszą pracować najlepsi, a nie wierni, spece od nalepiania plakatów wyborczych.

Ci naprawdę najlepsi nie trafią do urzędów, kiedy nie będzie jasnych i wystandaryzowanych procedur naboru, dodam – procedur kontrolowanych społecznie, np. przez przedstawiciela związków zawodowych w konkretnym urzędzie lub posiadającego mandat zaufania przedstawiciela załogi, którzy wejdą w skład komisji kwalifikacyjnych.

Nie będzie pełnej mobilności w ramach całej administracji publicznej, a kariera urzędnicza nie będzie zależna w całości od pracy i umiejętności. Tak jak wspomniałem wcześniej, obecnie funkcjonujące procedury naboru – zarówno w administracji rządowej, jak i samorządowej skutkują tym, że praca, a później i awans niejednokrotnie zależy od koneksji politycznych
i odpowiednich znajomości. Upolitycznienie administracji na skutek niewłaściwych uregulowań prawnych oraz wadliwych i pozbawionych kontroli procedur naboru, wyrządziło wiele szkód w administracji i jest kosztowne, ponieważ środki publiczne na wynagrodzenia są wydawane pod pretekstem realizacji nowych zadań, w połączeniu z nadużywanym argumentem odpowiedzialności za ich realizację. W Polsce, kraju z ograniczonymi zapisami konstytucji dotyczącymi funkcjonowania służby cywilnej (tylko w administracji rządowej), potrzebna jest pilna zmiana podejścia do działania administracji jako spójnej całości, regulowanej jednym wspólnym aktem prawnym – ustawą o administracji publicznej, ze wspólnymi mechanizmami naboru, sposobem ocen pracowniczych oraz mocno spłaszczoną strukturą wynagrodzeń, zapewniającą jednak awans finansowy i stanowiskowy, pełną mobilności w ramach całej administracji publicznej oraz dążeniem w niedługiej perspektywie do stworzenia służby cywilnej także w administracji samorządowej.

Dlatego też, moim zdaniem, z uwagi na stosunkowo krótki okres funkcjonowania służby cywilnej w Polsce, jeszcze przynajmniej przez dwie dekady powinien funkcjonować model klasycznej administracji weberowskiej, a nie lansowane i wprowadzane na siłę modele, szczególnie w samorządach tak zwanego Modelu menedżerskiego zarządzania publicznego (New Public Management) lub Modelu nowego partycypacyjnego zarządzania publicznego (New Public Governance), wraz całym bagażem związanych z tymi systemami sposobami zatrudniania, oceniania, wynagradzania, gwarancjami zatrudnienia, braku powiązania i systemu starszeństwa, tj. niezależności wynagrodzenia od wieku pracownika i stażu pracy, uznawania stażu zawodowego poza sektorem publicznym.

Zalety i wady wyżej wymienionych systemów powinny zostać zrównoważone przez wystandaryzowane procedury naboru, w powiązaniu z pełną mobilnością, która pozwoli wyrównać widoczne obecnie różnice w jakości pracy w urzędach administracji rządowej i samorządowej (niestety, na niekorzyść administracji samorządowej). Administracji samorządowej, w której najbardziej zaznaczyły się błędy i wady zawarte w ostatniej nowelizacji ustawy o pracownikach samorządowych oraz niebezpieczeństwa wynikające z bezpośredniego wyboru organów wykonawczych gminy.

Przypomnę w tym miejscu obawy śp. Lecha Kaczyńskiego, że w wyniku bezpośredniego wyboru powstanie bardzo silny i nie poddający się kontroli ośrodek władzy, co grozi  patologiami.

Dodam, że tak się właśnie stało, szczególnie w zakresie zatrudnienia i dlatego też niezbędne są głębokie zmiany w tym zakresie – jeszcze raz powtórzę: wystandaryzowany i kontrolowany system naboru w powiązaniu z pełną mobilnością urzędników w całej administracji publicznej.     

 

Autor tekstu

Jerzy Wawrzyniak − absolwent Wyższej Szkoły Kupieckiej w Łodzi (kierunek Administracja), Uniwersytetu Łódzkiego (studia podyplomowe na kierunku wycena nieruchomości) oraz Wyższej Szkoły Administracji Publicznej w Łodzi (kierunek legislacja lokalna).

Od 1972 pracownik administracji publicznej (Urząd Miasta Łodzi Delegatura Łódź-Górna; obecnie − kierownik Oddziału Architektoniczno-Budowlanego Postępowań Nieprocesowych w Wydziale Urbanistyki i Architektury Urzędu Miasta Łodzi).

Działacz związkowy, przewodniczący Zakładowej Organizacji Związkowej NSZZ „Solidarność” Urzędu Miasta Łodzi, zastępca przewodniczącego Sekcji Pracowników Administracji Rządowej
i Samorządowej oraz członek Rady  Sekretariatu Służb Publicznych NSZZ „Solidarność”.

Zainteresowania: fotografia, wspinaczka oraz turystyka górska.